Świadectwo Adama

Świadectwo Adama, uczestnika rekolekcji ewangelizacyjnych w Hartowcu, lipiec 2012 r.
 
Cieszę się, że mogłem napisać to świadectwo. Mam na imię Adam i mam 17 lat, oraz  bagaż doświadczenia za sobą i życie przed sobą.

Tak ogólnie to z obecnością Boga w moim życiu było różnie. Niby jestem z wierzącej rodziny, i co niedzielę chodzimy do kościoła, ale tak naprawdę to nie czułem Boga w sobie. To, co jest we mnie dzisiaj, wcześniej skutecznie traciłem. Na każdej Mszy Świętej zastanawiałem się: „Co oni gadają? Po co się męczyć? Bez sensu…” Na dodatek zaczęły mi się plątać relacje w rodzinie. Tylko płakać się chciało. I nawet z banalnymi zadaniami domowymi miałem problem. Na niczym nie mogłem się skupić, innymi słowy – zupełny brak kontroli.

I pewnego dnia Marianka i Wojtek (mam nadzieję, że kiedyś ich poznacie) ze Wspólnoty Ojca Pio przyszli razem z księdzem Arturem na religię do mojej wspaniałej klasy 1 AB w IV LO w Toruniu. Wojtek powiedział swoje świadectwo, w którym prawie wszystko było podobne do mojego doświadczenia. Gdy powiedzieli nam o rekolekcjach w Hartowcu, poczułem potężną chęć: ja muszę tam być!

I pojechałem. Na miejscu, mimo tego, że cieszyłem się w sercu jak dziecko, to jednak dosięgła mnie obawa: czy ja mogę tym wszystkim ludziom zaufać, powierzyć im swoje tajemnice? Pierwszego dnia po ognisku była Adoracja Najświętszego Sakramentu, w trakcie której mogliśmy dotknąć żywego Pana Jezusa. I wtedy poczułem w sercu jakby głos, mówiący: „Nie bój się!”

Dzięki temu o wszystkim mogłem każdemu powiedzieć, bo mogłem liczyć na to, że moje zaufanie nie zostanie źle wykorzystane. Na tych rekolekcjach, po spowiedzi generalnej, podczas której musiałem odkopać wiele staroci, po raz pierwszy poczułem prawdziwą wolność i szczerą radość.

Bo jak też inaczej nazwać uczucie, które towarzyszy ci, gdy wraz z innymi rozsuwasz krzesła w kaplicy o 23:30, by śpiewać i tańczyć? Dzięki rekolekcjom doświadczyłem też prawdziwej mocy Ducha Świętego. Dar modlitwy wstawienniczej i modlitwy o uzdrowienie to coś nie do opisania słowami. Trzeba tego po prostu doświadczyć. Byłem bierzmowany, ale wcześniej nie miało to dla mnie znaczenia, czy Duch jest, czy nie. A wiem, że jest On teraz we mnie, i na własne oczy widziałem, jak działa. To mi się nie śniło. Duch Święty jest i działa. Trzeba tylko otworzyć swoje serce.

I tak odchodząc nieco od wielkich słów, których używać nie lubię, może napiszę teraz słowo o księdzu Arturze. Miałem ten zaszczyt być przez niego przygotowywanym do przyjęcia bierzmowania. Od razu dało się poznać jego wesołe i życzliwe usposobienie, ale i zarazem stanowczość. Jednak dopiero w Hartowcu poznałem go jako wulkan energii i narzędzie łask. Myślę, że gdyby Pan Bóg nie postawił go na mojej drodze, dalej byłbym przybity i zagubiony. I tak naprawdę mogę tylko dziękować, że go znam, i zawsze mogę z nim pogadać o tym, co mnie boli i co cieszy. Wobec powyższego stwierdzam: ksiądz Artur jest ekstra! :)

Nie bójcie się wpuścić Boga do swoich serc. On nie chce nas ukarać czy zepsuć. On chce nas przytulić. Po prostu. Miejcie odwagę z Nim rozmawiać, jak z najlepszym przyjacielem. Bez wielkich słów. Prosto z mostu. On kocha. Czasem ciężko to sobie uświadomić, szczególnie w obliczu cierpienia. Ale tak jest i nic tego nie zmieni.

Przy okazji (;)) dziękuję Panu Bogu za ciepło i szczerość. Za jednym zamachem zyskałem kilkadziesiąt bratnich dusz, do których mam pełne zaufanie. Wiem, że mogę na nich polegać. I to doświadczenie wspólnoty jest piękne, niezapomniane. I daje spokój serca. Naprawdę.

Wiadomo, że potem ciężko będzie zetknąć się z rzeczywistością, która często może jeszcze zaboli, ale wyjeżdżając z Hartowca, każdy na swój sposób otrzymał siłę. I powoli uczymy się kochać, nawet tych, o których nigdy nie myśleliśmy pozytywnie. Dzięki bliskości Boga walka z samym sobą, swoimi słabościami i ranami serca będzie nieco łatwiejsza. I zobaczycie – razem damy radę przetrwać wszystko. Razem :)

Życzę Wam odwagi, której każdy z nas potrzebuje. Takiej jak wtedy, gdy przed wyjazdem całkiem sporą grupą poszliśmy na pobliski pomost nad jeziorem i bez cienia strachu śpiewaliśmy chwaląc Boga. To naprawdę było przepiękne. I szczere, jak nigdy wcześniej. Poza tym życzę Wam dobrych wyborów w życiu, bo jeśli zrobimy sobie bagno, to możemy sobie tylko podziękować. Życzę wreszcie, żeby każdy z Was mógł wyznać: „Panie Jezu, bądź moim jedynym Panem i Zbawicielem. Prowadź mnie.”

 Chwała Panu.
 
Adaś ;)