Świadectwo Asi

Asia, Diecezjalne Dni Młodzieży:
Na Diecezjalnych Dniach Młodzieży w Hartowcu na nowo spotkałam Pana Jezusa. Wszystko zaczęło się 3 tygodnie wcześniej, kiedy to w mojej parafii odbyły się misje Maryjne. 13 lipca do naszego kościoła przyjechała kopia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. To właśnie przed tym obrazem podczas czuwania młodzieży po raz pierwszy otworzyłam się na działanie Pana Boga przez Maryję. Wtedy powierzyłam Jej wszystko – zrobiłam to w głębi serca, nie wypowiadałam tych słów na głos. Od tamtego czasu zaczęłam się dużo i regularnie modlić oraz czytać Pismo Święte. Teraz wiem, że to było pewnego rodzaju przygotowanie do tego, co czekało mnie później. Spontanicznie zadecydowałam, że będę uczestniczyć w DDM . Kiedy już wiedziałam, że wezmę udział w tym wydarzeniu, równocześnie podjęłam decyzję, że właśnie tam pójdę do spowiedzi. Kiedy w piątek rano, drugiego dnia naszego spotkania trwała konferencja, z tyłu namiotu czekali księża na tych z nas, którzy chcieliby przystąpić do sakramentu pokuty i pojednania. Ja jednak cały czas się wahałam, byłam pełna obaw. Słowa, które wypowiadał w czasie konferencji pan Robert Tekieli trafiały do mojego serca, dużo z tego, co mogliśmy usłyszeć, pokrywało się z moim życiem. W pewnym momencie jakaś siła poruszyła mnie i zdecydowałam się na spowiedź . Ustałam z tyłu namiotu, i czkając w kolejce bardzo się bałam, byłam strasznie zdenerwowana , chciałam odejść . Jednak znowu coś mnie pociągnęło. Uklękłam przed kapłanem, skończyłam mówić pierwszą część regułki, przyszedł czas na wyznanie grzechów. Znów się zawahałam. Czułam jednak, że to ten moment i że mam teraz wszytko powiedzieć. Zrobiłam tak mimo strachu i zdenerwowania . Powierzyłam tam Bogu całe swoje życie. Wszytko to, co odciągało mnie od Pana. Niczego nie ukrywałam, głośno wypowiadałam każdą myśl. Mimo wielu łez byłam wtedy po raz pierwszy naprawdę szczęśliwa! Dostałam słodką pokutę: miałam „powiedzieć Bogu: tak!” podczas Eucharystii. Zrobiłam to wielokrotnie. Następnego dnia uroczyście zawierzyłam się Niepokalanemu Sercu Maryi oraz Panu Jezusowi w Najświętszym Sakramencie. Mimo tego, że na kilka godzin przed tym wszystkim bardzo bolał mnie brzuch i myślałam o tym, żeby iść do domu… Jednak zostałam, bo teraz już wiem, że droga, która jawi się jako trudna, może prowadzić do spotkania Boga. Myślałam, że to koniec, że to wszytko , że teraz już naprawdę jestem z Bogiem w jedności. Jednak Pan Bóg ciągle mnie zaskakiwał i zaskakuje. W sobotę, po Mszy Świętej stałam w kolejce do księdza, który modlił się nad każdym chętnym. Cały ten czas spędzony w kolejce prosiłam Pana o przeżycie tej chwili w taki fizyczny sposób, jak spoczynek w Duchu Świętym, ale mówiłam też, że zgadzam się na to, co Bóg dla mnie przygotował, że to Jego wola ma się spełnić. Uklęknęłam, cały czas modliłam się w sercu, a ksiądz modlił się nade mną. Wtedy to zaczęłam odchylać się do tyłu, aż upadłam. Leżałam na ziemi, czułam ciepło na czole i przy sercu. Zaczęłam płakać, nie mogłam tego opanować, oddychałam ciężko. Byłam zmęczona, chciałam przestać, ale to było silniejsze ode mnie. Bałam się, czułam straszy lęk, ale wewnątrz mnie brzmiał głos, który mówił „Pan Jezus jest z Tobą, nie bój się”. Po chwili usłyszałam księdza, który powiedział, że mam wyznać wszytko to, co oddziela mnie od Pana Jezusa. Chciałam to zrobić, ale byłam zablokowana, dopiero po chwili usłyszałam głos pana Roberta: „Dziewczyno, chcesz w tym tkwić? Powiedz wszystko”, słyszałam to jako krzyk. Zaczęłam się uspokajać po tym, jak do ręki włożono mi relikwie bł. Jana Pawła II. Wyznałam wszystkie moje grzechy, ksiądz udzielił mi rozgrzeszenia, kazał wstać, a kiedy byłam na tyle świadoma tego, co się wydarzyło, zaczęłam się ogromnie cieszyć . Poczułam spokój i ukojenie. Od tej pory jestem radosna. Czuję, że niczego się nie boję, bo Bóg jest ze mną , że mnie kocha i nie pozwoli mi zrobić krzywdy. Ten moment był dla mnie radykalnym odcięciem się od grzechu i od tego, co mnie zniewala. Teraz mogę wszystkim opowiadać o tym, co się zdarzyło. Sama siebie nie poznaję! Nie waham się już, gdy mam powiedzieć coś o Bogu. Mam nadzieję, że teraz jestem prawdziwym Świadkiem Jezusa, żyję z Nim w jedności. To był najważniejszy moment mojego życia – 27 lipca 2013 roku.
Jeżeli tylko pozwolimy Jezusowi wejść do naszego serca, to On swoją mocą uzdrowi i uwolni nas. Zamieni nasze serce z kamienia na serce z ciała. Wleje w nas swojego Ducha, a nasza wiara będzie żywa.
Chwała Panu! ;)