Świadectwo Łukasza DDM

Świadectwo Łukasza, uczestnika Diecezjalnych Dni Młodzieży w Hartowcu, lipiec 2014 r.

Przyjechałem do Hartowca w czwartek. Świetna atmosfera, wokół znajomi, ale dla mnie na tym się kończyło. Oczywiście wiedziałem, że przyjechałem przede wszystkim dla Pana, ale… zdawało się być inaczej. Chyba wtedy doszedłem do wniosku, że jestem tu głównie po to, by pobyć z przyjaciółmi, dobrze się bawić. Wiecie, niby na wielbieniach starałem oddawać się Ojcu, ale to były tylko czynności, które robiłem bez większego zaangażowania.
Mijały kolejne punkty programu, fajna zabawa, ale znów dopada ta myśl „Ale po co tu przyjechałem?” Coś było nie tak. Tak minął piątek.

Sobota. W sobotę coś „pękło”. Konkretnie podczas odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych w jeziorze. To była namiastka tego, co czekało mnie nazajutrz. Przedsmak obmycia, którego doznałem w niedzielę.
Niedziela. Godzina 10:30. Nowe Namaszczenie Duchem Świętym. Gdy zaczęliśmy wzywać Ducha Świętego, gdy słyszałem tych wszystkich ludzi, gdy czułem „to wszystko” wokół mnie, zacząłem uświadamiać sobie, kim byłem kiedyś, zacząłem uświadamiać sobie, jakie było moje serce kiedyś. I właśnie wszystko zaczęło kręcić się wokół serca. Nigdy w tak krótkim czasie nie usłyszałem słowa SERCE tyle razy, co podczas wzywania Ducha.

Jedna z pań z zespołu Posłanie wypowiedziała słowa, które brzmiały mniej więcej tak: „On chce teraz przemieniać twoje serce”. To było niesamowite, bo błagałem Pana właśnie o nowe Serce. By je przemienił, by dał mi nowe. Prosiłem Go o to już kilka miesięcy temu na pewnych rekolekcjach. Otrzymałem wtedy słowo z Księgi Ezechiela „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała.” Pomyślałem wtedy „Chyba ześwirowałem. Przecież o to właśnie chodzi”. Mijał jakiś czas i zacząłem zastanawiać się „OK Boże, Słowo trafione w dziesiątkę ale gdzie to NOWE SERCE?”

Okazało się, że musiałem poczekać na DDM, by ten proces zaczął się w pełni dziać. Tata lubi trzymać nas w niepewności :)
Słowa o Nowym Sercu powtarzałem sobie cały czas podczas Nowego Namaszczenia Duchem Świętym. Trochę wstyd się przyznać, ale nie mogłem powstrzymać łez. Tak rycząc, coraz bardziej nienawidziłem się za swoją przeszłość, jednocześnie czując, że to coś więcej, że On właśnie obmywa mnie z tego syfu, że chyba daje mi to Nowe Serce. Że zabiera ten kamień i daje serce z ciała. Podszedłem do jednego z kapłanów, bo w tym czasie trwała modlitwa indywidualna z nałożeniem dłoni. Finis coronat opus. Ta modlitwa przypieczętowała to wszystko co się wydarzyło. A może zaczęła? Wiem jedno: Przyjechałem do Hartowca na Diecezjalne Dni Młodzieży i dostałem nowe Serce i teraz muszę konkretnie się starać, by tego nie zniweczyć, bo byłbym głupcem.

Pax et Bonum! Pan z Wami! :)
Łukasz