Świadectwo Magdy

Świadectwo Magdy – Rekolekcje Ewangelizacyjne Brodnica 2013

Pochodzę z normalnej, religijnej rodziny. Moi rodzice już w młodości należeli do wspólnot. Jedną z nich prowadził ojciec Józef Kozłowki. Gdy moja mama była ze mną w ciąży przechodziła przez trudny czas. Rodzice wynajmowali pokój w okolicach Gdańska. Mama nie pracowała zawodowo, więc podczas ciąży była praktycznie cały czas zamknięta w jednym otoczeniu. Odizolowana od miasta i znajomych musiała dbać o mnie i moją starszą siostrę. W trakcie ciąży, było to w Boże Ciało, pojawiły się komplikacje. Moja mama trafiła do szpitala, okazało się, że ma krwiaka, który jest zagrożeniem dla życia dziecka. Wtedy też na mojej drodze pojawił się pierwszy wspaniały kapłan – ojciec Józef Kozłowki, który modlił się w mojej intencji. Krwiak zniknął, a ja urodziłam się cała i zdrowa, ku uciesze moich rodziców.

W dzieciństwie byłam dość wrażliwym dzieckiem, wręcz przewrażliwionym. Większość rzeczy, które ktoś do mnie mówił, bądź rzeczy które widziałam wokół raniło mnie. Pod koniec szkoły podstawowej granica mojej wytrzymałości zaczęła pękać. Cierpienie, które przeżywałam wewnątrz nie miało tak naprawdę żadnego źródła realnego, za które mogłabym kogokolwiek obwiniać. Pamiętam, że jedyną rzeczą, o którą prosiłam Boga podczas powrotu ze szkoły było to abym nie płakała. Bezskutecznie. Rodzice nie wiedzieli co się ze mną dzieje, podobnie koleżanki. Wszyscy byli zaniepokojeni. Rodzice załatwili mi wizytę u psychologa. Wtedy myślałam, że tamten czas nigdy się nie skończy, że zostanę z tym cierpieniem na zawsze. Stwierdziłam, że jeśli to ma tak wyglądać to ja nie chcę czuć już nic. Nie chcę kochać, cierpieć, czuć radości, smutku. Pozostała mi obojętność.

W czasie gimnazjum i liceum do większości spraw podchodziłam obojętnie. Było to wygodne, bo wiedziałam, że nic nie stracę, i że nie będę cierpieć. Jednak po 5 latach poczułam pustkę. Życie nie przedstawiało dla mnie wartości. Z politowaniem patrzyłam na wielodzietne rodziny. Teraz wiem, że pustka, którą wtedy odczuwałam była zaproszeniem do poszukiwania czegoś więcej w swoim życiu – do poszukiwania Boga, wtedy jednak nie zdawałam sobie z tego sprawy. Zaczęłam poszukiwać, ale nie Boga. Moja fascynacja skupiła się na demonach, na tym jaką niosą ze sobą ciemność i tajemnicę. Według mnie było to coś wzniosłego i pięknego. Interesowałam się podróżami astralnymi, kursami telekinezy. Czytałam o egzorcyzmach, żeby dowiedzieć się czegoś nowego o demonach. W tamtym czasie bardzo mocno utknęłam w japońskim anime. Moim ulubionym było takie, w którym młody hrabia zawiera z demonem pakt, iż odda swoją duszę w zamian za dokonanie zemsty na zabójcach swoich rodziców. Demon przybrał postać pięknego młodzieńca i został lokajem na usługach chłopca. Byłam tak zaślepiona mocami i umiejętnościami tego demona, że pewnego dnia sama postanowiłam spróbować nawiązać z nim kontakt. Nie potrafiłam patrzeć na zło jako coś obrzydliwego. Wydawało mi się, że cierpienie, które ono za sobą niesie jest piękne. Właśnie wtedy na mojej drodze stanął kolejny niesamowity kapłan – ks. Artur. Uczył mnie religii. Organizował w wakacje rekolekcje w Hartowcu. Nie wybrałam się na nie, ale pojechali moi dwaj koledzy z klasy. Po powrocie dali świadectwo i zachęcili tak, że zdecydowałam się pojechać na następne rekolekcje organizowane w Brodnicy.

W pierwszych dniach po przyjeździe czułam niesamowity strach, niechęć, miałam ochotę jak najszybciej się stamtąd zmyć. Ratowało mnie to, że i inni mówili, że czują się podobnie. Dodatkowo ks Artur zmotywował nas zdaniem: „Wszystkie odczucia są dobre”. Więc zostałam. I nie żałuję, bo dzięki temu zaczął się proces mojego nawracania. Pierwszym punktem rekolekcji, który okazał się dla mnie przełomowym była nocna adoracja, na której były odczytywane kolejne etapy z naszego życia. Zarówno te dobre jak i złe czyli takie w których doznaliśmy cierpienia bądź ran. Padło pytanie o cierpienia, z którymi nie potrafiliśmy sobie poradzić, które przygniatały nas. I wtedy jedna z dziewczyn prowadzących powiedziała takie słowa: „Pan chce Ci teraz powiedzieć, że był razem z Tobą w tym cierpieniu.” Poczułam, że dzieje się ze mną coś dziwnego, niesamowitego. Pomyślałam, że skoro Jezus był ze mną w tym cierpieniu to czuł się identycznie jak ja. Czuł to samo. To znaczy, że kocha mnie tak bardzo, że zdecydował dobrowolne cierpieć razem ze mną. Poczułam radość, na samą myśl o ogromie tej miłości. Teraz gdy czasem wspominam czasy cierpienia to automatycznie przypominają mi się słowa z adoracji i znów ogarnia mnie uczucie miłości i pokoju. Pan zabrał bolesne wspomnienia, a w ich miejsce wstawił swoją miłość.

Kolejnym bardzo ważnym punktem rekolekcji była spowiedź generalna. To było coś o czym nie chciałam słyszeć. Bo niby jak powiedzieć wszystkie grzechy z ostatnich 20 lat? Strach był tak wielki, że aż paraliżował. Ale Bóg i tu sobie poradził. W trakcie adoracji dał mi spokój i wiarę w to, że wszystko będzie dobrze. Skoro tak, poszłam wpisać się na listę osób do spowiedzi. Niestety zdecydowałam się dość późno, wiec byłam 20 w kolejce. Obawiałam się czy w trakcie kolejnego dnia nie rozmyślę się i nie wykreślę z listy. Z koleżanką obliczyłam o której godzinie będzie moja kolej. Wyszło, że strasznie późno, koło 20-21. Pomyślałam : „No pięknie. Teraz to zdążę milion razy zmienić zdanie.” Ku mojemu zaskoczeniu do spowiedzi zostałam poproszona kilka godzin szybciej (inni musieli się uwinąć ze swoimi grzechami szybciej niż się tego spodziewałam). Jako pokutę dostałam snickersa. Po spowiedzi czekała jeszcze inna nagroda – modlitwa o uzdrowienie i następnego dnia wylanie darów Ducha Świętego. Byłam przeszczęśliwa. Gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, że spędzę tydzień na modlitwie i wielbieniu Boga i że będzie mi się to podobało, że nie będzie nudne, pomyślałabym, że oszalał. Kiedy byłam młodsza męczyłam się na Mszy Świętej, nudziłam się, chciałam jak najszybciej wrócić do domu, do swoich zajęć. Teraz diametralnie się to zmieniło. Odkryłam, że w Kościele spotykam się z żywą Osobą.
Chciałabym jeszcze opisać najważniejszy (uświadomił mi to dopiero ks. Artur) moment rekolekcji. Było to powierzenie swojego życia Jezusowi. Uznanie Go jako swojego jedynego Pana i Zbawiciela. Rekolekcje były czymś co zmieniło wszystko w moim życiu. Na nowo ustawiło priorytety. Gdzie pierwsze miejsce zajmuje Bóg. Chwała Panu!