Świadectwo Tomka

Świadectwo Tomka
Zacznę od tego, że jestem wierzący i wychowuję się w bardzo katolickiej rodzinie.
Mam 15 lat, a od jakichś trzech miesięcy należę do wąbrzeskiej wspólnoty młodzieżowej „ver.Salka”.
Pierwszy raz o rekolekcjach w Brodnicy usłyszałem na pewnym piątkowym spotkaniu wspólnoty. Pierwsza myśl była taka, żeby się jakoś wykręcić. Wiadomo, miałem swoje plany na wakacje, ale w sumie nic konkretnego. Po kilku dniach jednak doszedłem do wniosku, że wypadałoby jechać. W końcu należę do wspólnoty i prawie wszyscy jadą, to trochę głupio byłoby nie jechać. Zdecydowałem się pojechać. Czas do wyjazdu zleciał szybko. Miałem trochę obaw, ale mówiłem sobie: „Będzie dobrze, ksiądz pogada dwie godzinki dziennie , a reszta czasu będzie wolna”. Jednak po przybyciu na miejsce trochę się zdziwiłem, bo plan (jak się okazało) był baaardzo napięty, a czas wolny to zaledwie jakaś godzina czy dwie po posiłkach. Od tego momentu w moim sercu zaczęło się coś dziwnego dziać… Nie wiedziałem co, bo nigdy niczego takiego nie czułem. Początkowo bardzo się dziwiłem, bo zamiast jeszcze bardziej zbliżać się do Boga, moje serce zaczęło się buntować, a chwilami byłem nawet skłonny wyjechać. Jednak ksiądz ostrzegł, że nawet jeśli będziemy się buntować to dobry znak, bo to pokazuje, że coś się dzieje. Rzeczywiście tak było. Poprzez codzienne Eucharystie, adoracje, dzielenie słowem w parach, grupach, i wszelkie katechezy w końcu nadszedł moment spowiedzi generalnej. Od dawna planowałem do czegoś takiego przystąpić i w końcu się udało. Ciężko było wyciągnąć te wszystkie syfy sprzed wielu lat. Bardzo byłem zestresowany, ale już po odczułem wieeeelką ulgę. Właśnie tego dnia, zaraz po spowiedzi, przeżyłem największego doła podczas tych rekolekcji. Po prostu niezależnie od miejsca chciało mi się płakać, cokolwiek robiłem, było mi coraz gorzej. Na szczęście wieczorem miała się odbyć modlitwa o uzdrowienie. Przyjechała wspólnota „Posłanie” z Torunia – ludzie posługujący modlitwą charyzmatyczną. Jeszcze wtedy nawet nie wiedziałem, co to znaczy. Wszyscy trwaliśmy na adoracji w kaplicy, podczas gdy w budynku obok członkowie wspólnoty „Posłanie” modlili się nad każdym w podanej intencji. Co jakiś czas któryś z animatorów przyprowadzał osobę po modlitwie i zabierał kolejną. W pewnym momencie zobaczyłem, że czas na następnego ochotnika. Wyrwałem się z ławki i poszedłem wraz z animatorem Rafałem na modlitwę. Gdy weszliśmy do tego budynku, moją pierwszą myślą było: „To jest jakiś przedsionek nieba”. Panował tam tak niesamowity klimat – sporo osób modliło się językami, w niektórych pokojach leżeli ludzie odpoczywający w Duchu Świętym, a ja po prostu nie mogłem zrozumieć, co ja tam robię.
W końcu dotarłem na miejsce, zapytano mnie o intencję z którą przychodzę i zaczęła się modlitwa. Wspaniałe przeżycie… Na koniec dostałem cytat z Pisma Świętego, dokładnie to co Pan Bóg chciał mi wtedy powiedzieć. Jeszcze nigdy nie znalazłem się z Nim tak sam na sam.
Następnego dnia wieczorem odbyła się modlitwa o zesłanie darów Ducha Świętego. Krótko przed każdy dostał trochę czasu, aby zastanowić się o jaki dar lub charyzmat chciałby prosić Ducha Świętego. Dość długo się zastanawiałem, ale wybrałem – mądrość słowa. Zbliżała się 19:00 – i znowu odwiedziła nas wspólnota „Posłanie”, aby posługiwać modlitwą charyzmatyczną. Rozpoczęliśmy Eucharystią i przeszliśmy do modlitwy o zesłanie darów. W tym właśnie momencie, gdy to piszę, mój zasób słów uległ wyczerpaniu, nie potrafię określić, jak wielkie rzeczy działy się tego wieczoru. Po prostu trzeba to przeżyć i poczuć na własnej skórze.
W niedziele wróciliśmy do domów. Byłem bardzo zmęczony i wyczerpany tymi wszystkimi wydarzeniami, ale było warto. Wróciłem jako całkiem inny, czystszy i szczęśliwszy człowiek. Dopiero teraz zrozumiałem, że nie ma przypadków i szczęście może mi dawać tylko głoszenie dobrej nowiny o Jezusie. Za co CHWAŁA PANU!